tekst: Wojciech Konieczny
Hity odmianowe z Holandii i Niemiec, najnowszy fungicyd przeciwko zarazie, nawozy z algami – to tylko część nowości agrotechnicznych, jakie zaprezentowano podczas VI Dni Ziemniaka w Rolniczym Zakładzie Doświadczalnym w Żelaznej koło Skierniewic.
VI Dzień Ziemniaka w Żelaznej odwiedzili głównie rolnicy uprawiający tę roślinę na większych areałach, którzy na rynki hurtowe w Warszawie, Łodzi i na Śląsku wywożą setki ton ziemniaków. Odwiedzin w Żelaznej nie potraktowali jako wycieczki turystycznej, ale wizytę biznesową. Z zabranymi z domu szpadlami buszowali po poletkach, dokonując samodzielnej oceny poszczególnych odmian. Gorące podziękowania należą się w tym miejscu gospodarzowi Żelaznej – dyrektorowi Edwardowi Pawlikowi, że pozwolił na takie indywidualne wykopki.
W myśl tego hasła swoje odmiany prezentowała holenderska firma Agrico Holland i Solana Polska, prowadząca reprodukcję i sprzedaż sadzeniaków hodowli Saka-Ragis Pflanzenzucht z Niemiec. Pierwsza z nich zaprezentowała pięć poletek z odmianami: Ariele, Almera, Impala, Fresco i Ditta. O ile trzy ostatnie odmiany są już stosunkowo dobrze znane, o tyle Almera jest nowością. Do uprawy w Polsce została wprowadzona niedawno z pominięciem badań COBORU, dzięki obecności na liście CCA – Wspólnotowego Katalogu Odmian. Uwagę zwraca dobre wyrównanie bulw pod względem wielkości i kształtu. Niemiecki hodowca natomiast zasadził w Żelaznej sadzeniaki siedmiu odmian: Satina, Verdi, Miranda, Ramses, Andante, Arcona, Natasha. W wypadku tego wystawcy nowością były dwie ostatnie odmiany. Arcona jest bardzo wczesna, w typie kulinarnym B, o żółtej skórce i miąższu. Natasha pod względem barwy i wyglądu bulw okazuje się bardzo podobna do poprzedniczki. Różni się jednak późniejszym terminem zbioru. Obie te odmiany przywędrowały do Polski również za pośrednictwem wpisu na listę CCA.
Zaskakujące jest, że wszystkie prezentowane odmiany odznaczają się żółtym miąższem. Czyżby firmy nasienne bagatelizowały nawyki kulinarne połowy mieszkańców Polski? Jak długo przyjdzie jeszcze czekać mieszkańcom wschodniej części kraju na ziemniaki o białym, mączystym miąższu. Wydaje się, że ta z firm, która pierwsza dostrzeże oczywistą lukę rynkową, będzie dominować na rynku ziemniaka jadalnego w tej części Polski.
Firma Syngenta zaprezentowała nowy fungicyd przeciwko zarazie ziemniaczanej pod nazwą Revus. Środek ten jest w końcowej fazie rejestracji i powinien być dostępny w handlu od przyszłej wiosny. Jak wskazują badania, ma on bardzo wysoką skuteczność ochrony ziemniaków przed zarazą ziemniaka – zarówno liści, jak i łodyg. Działa kontaktowo i wgłębnie. Dzięki unikalnej formulacji LOK&FLO silnie przylega do powierzchni roślin i przenika przez tkanki do spodniej strony liści. Jednocześnie jest on wyjątkowo odporny na zmywanie. Nawet ulewny deszcz (80 mm) po godzinie od przeprowadzonego zabiegu nie zmniejsza skuteczności preparatu. Tym samym pozwala na planowanie zabiegów opryskiwania w wypadku nawadniania plantacji. Wyróżnia go także długotrwałe działanie ochronne.
W przeprowadzonych doświadczeniach Revus chronił ziemniaki nawet po miesiącu od zabiegu. Efektem zachowania zielonych łęcin przez cały okres wegetacji aż do fizjologicznej fazy ich zamierania jest wysoki plon bulw. Preparat okazuje się nieszkodliwy zarówno dla organizmów pożytecznych, jak i dla ludzi – nie został sklasyfikowany pod względem toksyczności. W przeciwieństwie do starych preparatów przeciwko zarazie opartych o mankozeb bulwy nie zawierają pozostałości substancji aktywnej. Ich ilość znajduje się na poziomie wykrywalności (0,01 mg/kg). Ustalony okres karencji jest bardzo krótki – tylko 3 dni.
Z interesującym wykładem wystąpił w Żelaznej prof. Michał Hurej z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Zwrócił on uwagę na rosnące zagrożenie ze strony drutowców. Nasilenie ich występowania rośnie. Na plantacjach ziemniaków skrobiowych nie powodują (jeszcze) większych strat. Można nawet powiedzieć, że odmiany skrobiowe są względnie odporne na te szkodniki. Jest to związane ze składem chemicznym bulw, a dokładniej ze stosunkowo wysoką zawartością glikozydów. Inaczej przedstawia się sytuacja z uprawami ziemniaka jadalnego. Na nich drutowce występują coraz częściej. Skuteczną formą walki z tymi szkodnikami jest zaprawianie sadzeniaków preparatem Prestige 290 FS.
Powtarzające się w ostatnim dziesięcioleciu łagodne zimy i upalne, suche lata sprawiły, że rosnącym problemem stają się rolnice. Te powszechnie występujące nocne motyle (jest ich kilka gatunków) nigdy wcześniej nie stanowiły zagrożenia dla ziemniaków. Straty powodują nie dorosłe ćmy, ale ich larwy. Po wylęgnięciu się z jaj przez krótki okres żerują na liściach, a następnie schodzą pod ziemię. Uszkadzając bulwy, dyskwalifikują je jako produkt handlowy.
Wyjątkowo niepokojące staje się to na zachodzie kraju, gdzie wzrost średniej temperatury w miesięcach letnich pozwala tym owadom wydać dwa pokolenia. Wschód Polski jest mniej (na razie) zagrożony, ponieważ motyle wydają tylko jedno pokolenie w ciągu roku. Zwalczanie rolnic okazuje się trudne, bo oprysk trzeba wykonać w momencie masowego wylęgu młodych larw. Gdy ukryją się pod ziemią, zwalczanie chemiczne staje się niemożliwe. Pomocą w ustaleniu momentu masowych lotów osobników dorosłych (a więc i składania jaj) są ustawiane na plantacjach pułapki feromonowe. Zawierają one substancje zapachowe samic i zwabiają samce rolnic z odległości nawet kilku kilometrów. Dzięki nim możliwe jest wyznaczenie właściwego momentu wykonania zabiegu. Wykorzystanie pułapek nie oznacza zaniechania obserwacji przyrodniczych. Trwają prace nad dokładnym poznaniem biologii rozwoju każdego z gatunków rolnic.
Tak można określić ziemniaki, gdy panuje susza, a z taką sytuacją spotykamy się coraz częściej. Rośliny głodują, choć składniki pokarmowe są w glebie. Dopiero podanie ich w formie roztworu wodnego na liście powoduje, że mogą się najeść do syta i odwdzięczyć wysokim plonem.
Ze względu na dużą powierzchnię liści ziemniaki potrafią bardzo dobrze wykorzystać podane im tą drogą nawozy. Ocenia się, że przyswajalność składników sięga 90 proc., podczas gdy w wypadku nawożenia pod korzeń nie przekracza 65 proc. Dlatego też nie mogło zabraknąć w Żelaznej firm nawozowych. Swoją propozycję przedstawiał poznański ADOB, amerykańska firma Scotts i francuski Timac Agro.
Oferta dwu pierwszych jest powszechnie znana z uwagi na ich długi okres obecności na rynku. Nowością są produkty francuskie. Budzą zainteresowanie ze względu na bardzo rozbudowany skład. Poza składnikami mineralnymi zawierają wyciąg z alg i naturalne substancje biostymulujące. W opinii producenta wpływają one na tempo wzrostu początkowego, zwiększoną odporność roślin na czynniki stresowe, a w konsekwencji na wielkość i jakość plonu.