Syngenta na Kujawach
Zorganizowane przez firmę Syngenta spotkanie na Kujawach było poświęcone rzepakowi. Przeznaczone głównie dla przedstawicieli prasy niemieckiej i to w Niemczech odbyła się główna część tej imprezy, druga – już w Polsce, na Kujawach, na którą zaproszono także przedstawicieli naszych tytułów rolniczych.
Najpierw w siedzibie Spółki KOMPOL w Kobylnikach przedstawiciele Syngenty przedstawili, jaką pozycję ta firma zajmuje w naszym kraju – zarówno w nasiennictwie jak i w środkach ochrony roślin. Przedstawiono też perspektywy rozwoju rynku rzepaku. Ważnym punktem programu była wizytacja pól z kolekcjami odmian rzepaku firmy Syngenta w Jacewie i Polanowicach. Było też zwiedzanie potężnych Zakładów Tłuszczowych w Kruszwicy, choć pokazano bardzo niewiele, tłumacząc to m.in. względami bezpieczeństwa.
Dziennikarze z Niemiec i Polski na plantacji rzepaku w Polanowicach
Jak powiedział nam Henryk Stasiak, dyrektor Syngenta Polska, ta wizyta dla dziennikarzy niemieckich była bardzo pożyteczna i atrakcyjna. Bo w końcu jesteśmy sąsiadami, zajmujemy trzecie miejsce w Unii (po Niemczech i Francji) w produkcji rzepaku, a do Niemiec trafiło z ostatnich zbiorów 70 proc. całego eksportu nasion rzepaku, to jest 350 tys. ton. Syngenta w Niemczech ma silną pozycję, bo też jest to większy rynek, ale coraz bogatsza i ciekawsza oferta działu nasiennego i środków ochrony roślin Syngenty jest także na rynku polskim. Warto wiedzieæ, że Syngenta Corporation, firma międzynarodowa z siedzibą w Bazylei (Szwajcaria), jest największym na świecie producentem i dostawcą środków ochrony roślin oraz trzecią co do wielkości sprzedaży firmą nasienną. Oferuje materiał siewny rzepaku, kukurydzy, buraków cukrowych, soi, słonecznika, warzyw i kwiatów. Ale zostańmy przy rzepaku, który w dniu wizyty już pięknie rozkwitł na Kujawach. Wcześniej dobrze przezimował, więc w Kobylnikach i w Polanowicach pytano o prognozy tegorocznych plonów i zbiorów rzepaku. Leszek Dereziński, prezes Spółki KOM-POL Kobylniki uważa, że być może po raz pierwszy uzyskają średnio 4,5 tony rzepaku z hektara, bo tak pięknie plantacje wyglądają. Gdyby jeszcze raz lub dwa porządnie popadało – dodał. gleby na Kujawach są urodzajne, ale bogie w wodę. W tej firmie rzepak uprawia się na sporym areale, wynoszącym 650 ha.
Prezes Spółki Polanowice – Henryk Kokoszczyński (z prawej) zapoznał gości także z działalnością firmy
Henryk Kokoszczyński, prezes spółki Skarbu Państwa Hodowla Zwierząt Nasiennictwa w Polanowicach, gdzie w tym roku rzepak uprawia się na areale 190 ha, regularnie, nawet w gorszych latach zbiera cztery tony z hektara. W tym powinno być trochę więcej. Z tym, iż poszczególne odmiany dają różny plon. W latach przeciętnych (nie za suchych i nie za mokrych) rewelacyjnie wypadają odmiany mieszańcowe. Średnio można z nich uzyskać do 15 kwintali więcej z hektara niż plonują odmiany populacyjne. Był nawet taki rok, że odmiana mieszańcowa Nelson (oczywiście z firmy Syngenta Seeds) dała 62 kwintale z hektara – mówi prezes Kokoszczyński. W tym gospodarstwie doświadczenia prowadzone są z 10 odmianami ozimymi rzepaku – 6 odmian populacyjnych i 4 odmiany mieszańcowe. Są to odmiany już zarejestrowane, ale i odmiany nowe, dopiero wchodzące do produkcji towarowej na dużą skalę w Polsce.
Fragment Zakładów Tłuszczowych w Kruszwicy
Czemu służą te doświadczenia i badania prowadzone w wielu rejonach kraju?
– Chodzi o to, by dobrać najlepsze odmiany dla danej lokalizacji, które akurat tam najbardziej pasują. W ofercie mamy odmiany, które mogą wykorzystać potencjał bardzo dobrych stanowisk, ale i takie, które nadają się do uprawy na wszystkich stanowiskach, nawet tam, gdzie logika wskazywałaby na to, by raczej nie siać tam rzepaku – mówi dr Andrzej Borychowski z Syngenty Polska. Takie doświadczenia prowadzono ostatnio na Zamojszczyźnie, a więc tam, gdzie jakość gleb jest także doskonała. Dotyczyły gęstości siewu, różnej obsady nasion rzepaku na jeden metr kwadratowy, na przykładzie odmiany mieszańcowej Nelson. Stosowano trzy normy wysiewu – 25 nasion, 45 nasion i 65 nasion na metr kwadratowy. Celem było określenie najbardziej optymalnej obsady dla odmian mieszańcowych, których w Syngenta Seeds przybywa. Nasiona mieszańcowe są drogie, ale odmiany te mają swoje walory – w porównaniu do odmian populacyjnych. Słowem – warto je kupować, ale wcześniej wiedzieć, w jakiej obsadzie je wysiewać tak, by koszty trzymać pod kontrolą. Co dały doświadczenia z odmianą Nelson, zainteresowani rolnicy na pewno dowiedzą się w trakcie tegorocznych Dni Pola organizowanych przez firmę Syngenta. Dodajmy, iż w Polanowicach odmiany populacyjne wysiewane były jesienią w obsadzie 60 nasion, a mieszańcowe – 45 nasion.
Po zakończeniu części spotkania wspólne zdjęcie na schodach okazałego pałacu w Kobylnikach
Odmiany populacyjne czy mieszańcowe – jakie uprawiać, na jakie stawiać? Leszek Dereziński, doskonały rolnik, prezes prężnej Spółki mówi tak: – Jesteśmy poważnym klientem firmy Syngenta, zarówno w ochronie roślin jak i nasiennictwie i nic złego o niej nie mogę powiedzieć. To, że stawiam akcent na odmiany populacyjne nie wynika z tego, że nie doceniam walorów odmian mieszańcowych, ale z uwagi na wysokie ceny nasion odmian mieszańcowych. Chyba mogliby je trochę obniżyć, jeśli te odmiany miałyby szerzej wejść do gospodarstw rolników, bo oni liczą dokładnie, porównują, o ile drożej kosztuje materiał siewny i to jeszcze taki, który tylko raz można zasiać. Kobylniki już całe zbiory rzepaku sprzedają do Zakładów Tłuszczowych Kruszwica, zlokalizowanych tuż obok. Polanowice mają też innych odbiorców na część rzepaku. Ile w tym roku producenci otrzymają za tonę rzepaku? Ubiegły sezon był bardzo dziwny – za pierwsze dostawy płacono poniżej tysiąca złotych za tonę, a po nowym roku cena została wywindowana do 1500-1600 zł za tonę. Prezes Polanowic Henryk Kokoszczyński obawia się, że te prognozy dobrych plonów i zbiorów mogą w tym roku mieć wpływ na obniżenie cen skupu rzepaku. Tylko do jakiego poziomu? Poprzedni sezon wyszedł średnio na 1160 zł za tonę. W tym liczy, że nie będzie to niżej niż średnio 1200 zł. Czy taka cena za rzepak pozwoli zwrócić poniesione nakłady na jego uprawę? To pytanie padało często. Duży, a czasem wręcz szokujący wzrost cen środków produkcji stawia uprawę rzepaku na granicy opłacalności, nawet przy plonie 4 tony z hektara i cenie 1200 zł za tonę. Jeśli prawie wszystko podrożało, a zwłaszcza nawozy. Jeden przykład podany przez prezesa Polanowic Zwykły fosforan amonu, który jesieni ą kosztował około tysiąca złotych za tonę, dziś jest ceniony na ponad dwa tysiące złotych za tonę. Wyliczanka podwyżek jest długa, więc jak tu mówić o opłacalności?! Prezes Dereziński mówi, że nie lubi takich pytań i udziela ogólnikowych odpowiedzi. Prezes Kokoszczyński ujmuje to tak – przedtem wychodziło, że trzeba było sprzedać trzy tony rzepaku, by zwróciły się wszystkie, ale konieczne nakłady poniesione na uprawę hektara rzepaku.
Prezentacje slajdów z uwagą śledzą Henryk Stasiak, szef Syngenty Polska i Leszek Dereziński, prezes Spółki KOM-POL
Teraz trzeba dołożyć minimum 6 kwintali. Co zostaje dla producenta? Prawie nic przy średnim plonie u nich 4 ton z hektara. A średni plon w Polsce to 2,7 tony z hektara. Dużo będzie zależało od przebiegu wegetacji do żniw, od cen, jakie zaoferują przetwórcy rzepaku i od popytu na rzepak. To też ciekawy temat, o którym mówiła na spotkaniu w Kobylnikach Agnieszka Korycińska z Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku. W tym roku zbiory wyniosą góra 1,9 mln ton, czyli będą o 200 tys. ton mniejsze od ubiegłorocznych. Bo zmalał areał uprawy o 10 proc., do 720 tys. ha. Na cele spożywcze potrzeba nam około 1 mln ton rzepaku. Reszta powinna być dobrze sprzedana na cele energetyczne, czyli na biopaliwa. Mamy rzepak, a nie mamy biopaliw, bo ich produkcja jest nieopłacalna. Dlatego tyle rzepaku eksportujemy. Na rzepak ze zbiorów 2007 popyt zza granicy był, ale czy będzie w tym roku? Bo produkcja estrów w kraju to nadal ilości śladowe. Syngenta pomaga rolnikom uzyskać lepsze plony, ale potem weryfikuje to rynek.
PIOTR PEKAR
Fot. Iweta Sykosz